Blog > Komentarze do wpisu

Życie kulturalne Kielc 1918-1939

Chyba najlepszą zajawką tej książki jest to co autorka zaznaczyła w jej wstępie: jedną z przyczyn, dla których ją napisała było poszukiwanie powodów nieobecności  „zjawisk wyjątkowych” w kieleckiej kulturze. Bo i ich nie było, możemy się zżymać, kręcić nosem, zgrzytać zębem, ale prowincjonalizm naszego miasta jest wpisany w jego historię i nawet Mity Wielkie w stylu Legionów Piłsudskiego nic tu nie zmienią. Ale do rzeczy, czyli o książce, która jest przede wszystkim bardzo dobrze i ciekawie napisana, jak dla mnie to złożony i bogaty zbiór wiedzy o tej dziedzinie z życia miasta, zawiera bowiem  historie dotyczące działalności teatralnej, literackiej i wydawniczej, muzycznej, kinowej, a także ważne wątki o stosunku władz miejskich i samej społeczności kieleckiej do tych inicjatyw.

Mimo iż książka opisuje lata 1918-39, to pojawia się trochę historii wcześniejszych, jak np. o niechęci kieleckich mieszczan do utrzymywania szkoły elementarnej  po wejściu w życie przepisu z 1817 roku. Gdy nie udało im się uniknąć tego obowiązku, próbowali rozłożyć koszta utrzymania szkoły na okoliczne wioski, ale to też im się nie udało. Z kolei początki teatru to gościnne występy trup dramatycznych od początku XIX wieku, a ich przedstawienia odbywały się w siedzibie wójtostwa, domu zajazdowym Lardellego i Hotelu Europejskim. Po zbudowaniu teatru w 1878 roku wciąż był on tylko miejscem dla występów zespołów z innych miast, choć repertuar był i bogaty, i na dosyć wysokim poziomie. Miasto ogólnie jednak było twardą konserwą, czego doświadczył S. Żeromski w 1896 roku, gdy przyjechał do Kielc na kilka tygodni, próbując założyć gazetę codzienną, lub zreformować „Gazetę Kielecką”, by podnieść jej poziom kulturalny, ale nie udało mu się ani jedno, ani drugie. Zresztą kilka innych prób wydawania gazety o większych ambicjach niż „GK” się nie powiodło, pisma te nie ukazywały się dłużej niż 2 lata, skutecznie podcinane przez konserwatywne środowisko skupione wokół redakcji tego dziennika.

W latach 20-tych miasto borykające się z problemami finansowymi nie umiało znaleźć pieniędzy na dotacje dla inicjatyw kulturalnych [jak teatr czy biblioteki], rezerwując w swoim budżecie zaledwie 0,1% na takie wydatki. Pod koniec lat 20-tych zwiększono tą część budżetu do 0,36%, z czego najwięcej szło na subwencję dla salezjanów [kursy rzemieślnicze], reszta np. dla Muzeum Krajoznawczego czy remonty klasztoru na Karczówce i kościoła Mariackiego w Krakowie. Potem wraz z kryzysem w latach 30-tych kwota na kulturę w budżecie zmalała nawet do 0,06%, co praktycznie było dotacją tylko dla Muzeum Krajoznawczego. W 1922 roku Rada Miejska uchwaliła „Statut o podatku od widowisk, koncertów i zabaw publicznych w Kielcach”, zatwierdzony przez MSW i zmodyfikowany w 1932 roku, ale ta modyfikacja pozwalała opodatkować niemal każde zdarzenie publiczne, aż do „deklamacji i recytacji”. Potem wprowadzono jeszcze dodatkowe przymusowe świadczenia na PCK i bezrobotnych i były one nieodwołalne, bowiem od zwyczajowego podatku można było uzyskać zwolnienie lub zniżkę, jeżeli zostało zaakceptowane przez urzędników miejskich, co zazwyczaj zdarzało się dla występów amatorskich lub charytatywnych. Miasto nie miało litości natomiast dla kinematografów, które były obłożone przez pewien czas nawet 60% podatkiem, potem go zryczałtowano, a następnie ujednolicono w całym kraju uzależniając od poziomu filmu [by „chronić widzów przed zalewem zagranicznej tandety”]. Jednak w tamtym czasie mimo tego fiskalnego ciśnienia działały nawet 4 kina, a dla porównania dzisiaj - 2 i pół [WDK jako ta ½].

Problem braku dotacji był dotkliwy szczególnie dla bibliotek, co odczuło np. kieleckie Towarzystwo Biblioteki Publicznej, utrzymujące się wyłącznie ze składek członków i opłat abonentów. Jednak nie posiadając własnego lokalu udało się jej funkcjonować na w miarę znośnym poziomie, gromadząc w 1935 roku prawie 25 tys. tomów, choć była raczej wypożyczalnią książek dla emerytów i młodzieży [przy czym prawie 70% czytelników to były kobiety], choć także mobilną – posiadała bowiem sieć ruchomych kompletów książek na terenie i Kielc, i województwa. Oprócz TBP istniało jeszcze osiem innych bibliotek będących własnością stowarzyszeń czy organizacji [w tym policyjna czy żydowska].

Dosyć widocznym zjawiskiem była cenzura wydawnictw kieleckich, najbardziej dostrzegalna po zamachu majowym w 1926 roku. Szczególnym jej celem było pismo „Ojczyzna” wydawane przez Stronnictwo Narodowe [wcześniej Związek Ludowo-Narodowy, na naszym terenie popierane i dofinansowywane przez kurię biskupa Łosińskiego, nieprzychylnego Piłsudskiemu], zamknięte ostatecznie w 1931 roku. Antysemicka, antykomunistyczna i po przewrocie majowym antyrządowa ukazywała się często z białymi plamami zamiast artykułów, bądź wręcz jej nakład był aresztowany. Ponowny wzrost ingerencji cenzury można było zauważyć po 1935 roku, kiedy cenzurowano gazety bez względu na ich opcje polityczną – „Kielcer Cajtung”, „Ilustrowany Express Codzienny”, „Zew Proletariatu” czy „Express Codzienny 5 gr”, a przyczyną był druk informacji uznanych za „nie odpowiadających rzeczywistemu stanowi rzeczy i mogących wywołać niepokój publiczny”, co skutkowało konfiskatą wydania gazety; zazwyczaj chodziło o lokalne informacje, jednak „Express Codzienny” zajęto za artykuł o Berezie Kartuskiej. Z kolei władze dotowały niektóre gazety w sposób nieoficjalny, wykupując w nich ogłoszenia urzędowe – co zrozumiałe opozycyjne tytuły takich zleceń nie dostawały.

Działalność katolickich środowisk w zakresie kultury była raczej znikoma, a działająca od lat 30-tych Akcja Katolicka oprócz sporadycznych odczytów czy projekcji okazywała marginalną aktywność w tym temacie, mimo szerokiego, zdawałoby się, poparcia i wysokich nakładów pism religijnych i parafialnych. Jedną z zapamiętanych przeze mnie historii było zaangażowanie się AK w protest „w sprawie nieprzyzwoitych wystąpień Polskiego Radia  (bezwstydne piosenki obrażające moralność publiczną, przedrzeźnianie Pisma Świętego w reklamie loterii państwowej, wtrącanie „Jezus Maria” do nieprzyzwoitej śpiewki)”.

Ciekawą historię tworzyły Uniwersytety Robotnicze – nawet wspomniana Akcja Katolicka próbowała zawiązać Chrześcijański Uniwersytet Robotniczy. Przez rok zaledwie istniał Uniwersytet Robotniczy im A. Skwarczyńskiego , utworzony w 1934 roku przez działaczy BBWR, mający propagować „ideologię Nowej Polski zrodzonej z czynu legionowego”. Rada Okręgowa Związku Związków Zawodowych na chwilę zaledwie zainicjowała Robotniczy Instytut Oświaty i Kultury im. S. Żeromskiego, mający stanowić konkurencję dla TUR tworzonego przez PPS.  Ten ostatni natomiast był i ciekawym, i pełnym aktywności kawałkiem historii naszego miasta. Towarzystwo Uniwersytetów Robotniczych powstało w Kielcach w 1924 roku, a sekcja sceniczna lokalnego oddziału cyklicznie, co roku, na 1 maja  wystawiała politycznie zaangażowany spektakl [„Czerwony Wiedeń” czy „Śmierć Okrzei” – swoją drogą intrygujące tytuły], wystawiając też spektakle przy innych okazjach, a zyski z przedstawień przeznaczając na oświatę robotniczą. W naszym mieście były też sekcje TUR: polityczna, śpiewacza, orkiestra dęta, orkiestra smyczkowa. Chór i orkiestra obecne były oczywiście przy uroczystościach i akademiach, odbywało się też sporo odczytów. Niemal zerową aktywność oświatowo-kulturalną wykazywały stowarzyszenia „Sokół” i „Strzelec”, tym bardziej, że ten drugi dysponował swoim lokalem, w którym nic się nie działo.

Kielecka społeczność żydowska, mimo tego, że dość liczna i z niemałą ilością organizacji, które statutowo miały zajmować się działalnością kulturalną, to niewiele w tym kierunku poczyniła. Największe efekty można przypisać stowarzyszeniu „Tarbut”, które choćby zorganizowało bibliotekę z 7000 tomów w różnych językach; zajmowali się też odczytami, przedstawieniami amatorskimi i kursami języka hebrajskiego.

Podejście kielczan do twórczości artystycznej próbowało zmienić Towarzystwo Miłośników Sztuki, oficjalnie zawiązane w 1923 roku, ale pierwsze próby edukacji artystycznej podejmowali już w 1920 roku. Przez kilkanaście lat usiłowali krzewić kulturę w dziedzinie śpiewu, teatru amatorskiego, muzyki i malarstwa, osiągając w pewnym okresie nawet liczbę 200 członków, choć trudno mówić też o ich aktywności, gdy organizowane przez nich spektakle czy wystawy oglądane były przez garstkę widzów. Ale za to trzeba przyznać, że ogólnie życie teatralne w Kielcach było dosyć urozmaicone, bo nawet nie ogarnąłem z tej książki ile tak naprawdę było działających zespołów teatralnych w ciągu tego dwudziestolecia. Od 1918 do 1922 w samym budynku kieleckiego teatru przewinęło się 7 zespołów i tyluż dyrektorów. Od 1922 roku kierownikiem zespołu teatralnego został ambitny Dante Baranowski, który próbował urozmaicić program teatru, przemycając od czasu do czasu ambitniejsze spektakle, ściągając specjalnie aktorów z dużych ośrodków teatralnych. Ta aktywność nie przekładała się jednak podobno na gust kieleckiej publiczności  - „tak przywykła do kina, kart i próżniactwa, że chętnie jeszcze oglądała wodewile, komedii już nie”, i choć dzięki swojemu uporowi Baranowski pozyskał dotację od Rady Miejskiej, przekonując ją np. zniżkowymi przedstawieniami dla młodzieży, to przetrwał tylko 2 sezony. Potem, aż do 1939 roku, było podobnie – ciągle zmieniające się zespoły i ich kierownicy, czasem rywalizacja dwóch scen teatralnych istniejących równolegle [co przy problemach finansowych teatru było dosyć zaskakujące], niezbyt ambitny dobór repertuaru, migracje aktorów, kłopoty finansowe przy niewielkiej i nieregularnej pomocy miasta. Zaskakiwało jednak coś innego – każdy z tych zespołów w sezonie wystawiał nawet kilkanaście sztuk! Oprócz zawodowych zespołów odbywały się przedstawienia szkolnych zespołów, anemicznie, ale stale funkcjonowały teatry „Strzelca” i „Sokoła”, no i wspomniane koło dramatyczne TUR. Wielokrotnie też kielecka publiczność mogła oglądać gościnne występy grup teatralnych z innych miast, czasem z naprawdę wartościowym repertuarem, choć zazwyczaj były to jednak sztuki „zatrącające o tandetę”. W 1930 roku wystawiano kontrowersyjną sztukę „Cjankali”, którą najpierw oprotestowano w „Gazecie Kieleckiej” [sztuka ta propaguje praktyki wysoce niemoralne, przez co jest niezmiernie szkodliwą dla Państwa i Rodziny, a przytem stanowi poważne niebezpieczeństwo dla naszej młodzieży przynęconej reklamą  i barwnemi afiszami], a potem już na sali teatralnej obrzucono aktorów jajkami z okrzykiem „precz ze sztuką bolszewicką!”. Tak czy inaczej teatr w Kielcach był nawet tętnił życiem, czego nie można powiedzieć o innych działkach kultury [oczywiście oprócz kinematografów].

Pewną perełką było czasopismo „Radostowa”, powstałe jako dwutygodnik w 1936 roku, którego redaktorem był Jan Pzadur,  mocno promujące regionalizm i publikujące materiały o kulturze na wysokim poziomie. Tematycznie były to historia miasta i regionu, folklor [w tym starania o zachowanie gwary ludowej] i obyczaje ludowe, turystyka i krajoznawstwo, kronika życia kulturalnego miasta czy promocja literatury, ale po 3 latach trudno opisać ich wpływ na kieleckie środowisko inteligencji czy kulturalne.

Autorka podsumowuje to kulturalne dwudziestolecie mniej więcej tak: jak na kilkudziesięciotysięczną siedzibę województwa „było cokolwiek zapóźnione”.

[Marta Pawlina-Meducka „Życie kulturalne Kielc 1918-1939”, KTN/PWN Warszawa – Kraków 1983]

wtorek, 03 maja 2011, a_maciek

Polecane wpisy

  • Janusza Buczkowskiego "Przygody z fotografią"

    Książka Janusza Buczkowskiego to niemal wydawnictwo „drugiego obiegu” – ja swój egzemplarz kupiłem spod lady od znajomego w pewnym punkcie usł

  • DEUTER w Kielcach

    Tak, był już o tym wpis , ale tym razem jest to o wiele pełniejsza historia, zaczerpnięta z niesamowitej książki Pawła „Kelnera” Rozwadowskiego R

  • 60 lat Włodka Kiniorskiego!

    W kieleckiej gazecie.pl ukazał się naprawdę niezły tekst o tym (pod-)kieleckim muzyku i kompozytorze przy okazji jego urodzin, a ponieważ spodobał mi się i w fo

Liczniki